Wywiady oraz artykuły z roku 2002/2003

Wywiad dla magazynu “Naj”
Wywiad z  dnia 04.11.02


Joasię Brodzik znamy m.in. z „Graczyków”. Paweł Wilczak podbił nasze serca rolą Mareczka w „Na dobre i na złe”. Teraz grają sympatyczną parę w serialu „Kasia i Tomek“.


Kiedy spotkałyśmy się przed kilkoma miesiącami, powiedziałaś, że chciałabyś zagrać w komedii romantycznej. Czy Twój udział w serialu „Kasia i Tomek” jest spełnieniem tego marzenia?

– Tak. Kasia to typowa bohaterka komedii romantycznej.

Co możesz o niej powiedzieć?

– Jest stuprocentową kobietą. Marzy o tym, o czym marzy większość z nas: żeby mieć obok siebie wspaniałego mężczyznę. On jej się trochę wymyka, nie bardzo chce zalegalizować związek. Mimo to Kasia jest szczęśliwa.

Czy ta postać jest Ci bliska?

– Założyłam sobie, że wszystko, co zdarza się w moim życiu, będzie podstawą dla doświadczeń Kasi. Ale oczywiście nie jesteśmy takie same. Ona na przykład ma nieustający bałagan w torebce, nie zna się na rachunkach. Jest bardziej beztroska ode mnie, ale to sprawia mi frajdę. Dzięki Kasi mogę zachowywać się tak, jak wiele razy chciałam. Ona to ja plus szczypta szaleństwa. Znamy się dopiero dwa miesiące, a już wiele się od niej nauczyłam. Strach pomyśleć, co będzie później!

I jak na to zareaguje Twój partner, Bartek Świderski?

– Mam nadzieję, że dobrze. Każdy człowiek zmienia się z wiekiem. To nowe doświadczenie mnie również trochę zmienia. Ufarbowałam włosy na blond i zaczynam „brykać”.

Podobno związek Kasi i Tomka jest oparty na przeciwieństwach?

– Jak każdy dobry związek. Sądzę, że takie pary uzupełniają się wzajemnie i mają sobie więcej do zaoferowania niż ludzie, którzy się we wszystkim zgadzają. Ten serial to też historia o tym, jak bardzo nasz kobiecy świat różni się od świata mężczyzn.

Twój związek z Bartkiem jest podobny do tego w filmie?

– Są podobieństwa – wykorzystuję je na planie. Ale są i różnice, które pomagają mi po powrocie do domu prowadzić normalne życie.

Planujecie z Bartkiem małżeństwo?

– Nie, żyjemy, podobnie jak nasza filmowa para, w konkubinacie.

Lubisz romantyczne gesty ze strony partnera?

– Bardzo, ale bez przesady. Nie wytrzymałabym z kimś, kto codziennie obrzucałby mnie kwiatami i zamawiał co dwa tygodnie kolię u jubilera. Cieszą mnie natomiast drobiazgi, które składają się na fajne życie. Na przykład kawa i jajka po wiedeńsku na śniadanie albo niespodziewany bilet na koncert.

Ciekawe, co Cię najbardziej drażni w mężczyznach?

– Nie mogę pojąć, dlaczego oni tę piłkę nożną tak oglądają?! Ta celebracja meczów, dyskusje na temat paru facetów biegających za piłką..

Widzę, że palisz papierosy. Twoja bohaterka też pali?

– Popala, dzięki czemu mogę robić to samo na planie. Oczywiście Tomek gani ją za to. Bartkowi też nie bardzo podoba się to, że palę.

Co jeszcze jest słabością Kasi?

– Jest zazdrosna o partnera.

Ty też bywasz zazdrosna?

– Prawie nigdy!

Pracowałaś już kiedyś z Pawłem?

– Nie, pierwszy raz spotkaliśmy się tu, na planie. Paweł jest świetnym kolegą. To ułatwia nam życie, bo spędzamy ze sobą wiele godzin.

Rozmawiała Anna Krasuska, NAJ

” Nie czekam na propozycje “

Wywiad dla portalu : Interia

Tereska Śliwińska: Wiem, że jutro ma pani dzień wywiadowy, jakich pytań pani nie lubi?

Joanna Brodzik: Jak padnie któreś z nich to powiem, że to jest właśnie to.

TS: Ja bym jednak wolała wiedzieć od razu.


JB: Ostatnio najczęściej zadawanym pytaniem, na które najtrudniej jest odpowiedzieć, bo w ogóle nie ma na nie dobrej odpowiedzi jest – Ile Kasi jest w Asi i ile Asi w Kasi. Tak to jest w przypadku roli, którą się gra, że zestawienia procentowe są dość skomplikowane. Przyznam, że to pytanie mnie nieco drażni. Jest jeszcze takie na temat zaszufladkowania.


TS: Rozumiem, że to drugie pytanie pojawia się przy okazji rozmów o serialu, ale co właściwie złego jest w tym popularnym zaszufladkowaniu?

JB: W moim słowniku przede wszystkim w ogóle nie ma takiego sformułowania. Jeśli się coś robi dobrze i ludzie utożsamiają to z osobą, to jest dla mnie wyraz tego, że coś zostało zrobione wiarygodnie, a nie wyraz jakiejś szuflandii. Ja ze wszystkich najbardziej lubię szuflady Julka Machulskiego i wolałabym – jeśli już używa się tego sformułowania – być kojarzona z taką szufladą.


TS: A z jakiej okazji jest ten dzień wywiadowy, z okazji serialu, filmu czy Telekamer?


JB: Nie ma żadnej szczególnej okazji, po prostu od jakiegoś czasu jest tak, że ze względu na nadmiar zajęć, kiedy zdarza mi się wolny dzień to przeznaczam go również na spotkania z dziennikarzami.

TS: Niedawno w związku z nagrodą Telekamery spotkało nas zaskoczenie. Statuetkę odebrał serial, serialowy Tomek, a Kasia nie dostała nagrody. Co się stało?


JB: To już chyba samej Telekamery trzeba by zapytać. Stało się tak po prostu dlatego, że Małgosia Kożuchowska dostała więcej głosów. Sam serial Kasia i Tomek dostał nagrodę, a moje notowania jakoś też nie były szczególnie złe, więc myślę, że nie mam się o co martwić.


TS: Niedawno na ekrany kin weszła ekranizacja powieści Katarzyny Grocholi Nigdy w życiu, czy nie żal pani głównej roli?


JB: Dlaczego ma mi być żal? Wszyscy, którzy czytali książkę wiedzą, że jestem o dziesięć lat za młoda, żeby zagrać główną postać. Wydaje mi się, że mimo charakteryzacji ma to dosyć spore znaczenie, bo Judyta to kobieta, która rozstaje się z mężem po dziesięciu latach małżeństwa, ma dorastającą córkę. Poza tym myślę, że realizatorzy dokonali naprawdę dobrego wyboru co do Danusi Stenki. Nasza współpraca dobrze się układała, więc myślę, że nie ma czego żałować.


TS: A co z planami nakręcenia filmu na podstawie Kasi i Tomka?


JB: Na razie nic mi o tym nie wiadomo. Są różne plany, a co przyniesie przyszłość to trudno powiedzieć. Wszystko jest jeszcze w fazie planów, są różnego rodzaju pomysły, więc jeszcze nie ma o czym mówić.


TS: Wiem, że niedawno czekała pani telefon od Romana Polańskiego, zadzwonił wreszcie?
JB: A kto pani o tym powiedział?

TS: Taka odpowiedź padła na jednym z czatów internetowych..


JB: Nie, to był żart, który jak wiele tego typu, rzuconych gdzieś w eter powraca często w postaci wielkiej krowy. Ja zagrałam już rolę u Polańskiego w filmie Pianista. To było bardzo fajne spotkanie. Natomiast raczej nie czekam na telefony, nie jestem typem, który czeka na propozycje. Jak się zdarzają fajne projekty to je realizuję, a jeśli nie, to szukam sobie innych rzeczy do roboty.


TS: A teraz, kiedy w kinach oglądamy ostatni film, czy już dzieje się coś nowego?


JB: Tak, biorę udział w filmie niskobudżetowym Siedem grzechów popkultury, na podstawie tekstu scenarzysty Kasi i Tomka – Domana Nowakowskiego. Realizatorzy poprosili mnie o zagranie pewnej bardzo odpowiedzialnej roli w tym filmie. W tej chwili właśnie kręcę do niego zdjęcia, dlatego mamy tak niewiele czasu na rozmowę.


TS: A kiedy będzie można go zobaczyć?


JB: Jak się znajdzie jakiś fajny dystrybutor.
TS: A co z pani karierą malarską?


JB: Troszkę leży odłogiem przez ostatnie półtora roku, ale mam nadzieję, że teraz będę miała trochę więcej czasu i przygotuję jakąś skromną wystawkę, żeby Luwr miał znowu co pokazywać (śmiech).


TS: Dziękuję za rozmowę.